Śmierć Skurczybyka, czyli Easy Rider PRL-u

Żaden film w historii polskiej kinematografii nie został tak źle potraktowany przez cenzurę jak ten. Pocięta i spalona taśma, brak premiery kinowej… zapomnienie? To ostatnie niekoniecznie. O filmie zaczęły krążyć legendy. W Kinie za Rogiem „5 i pół Bladego Józka” oraz spotkanie z ludźmi, którzy stali się jej częścią: z aktorką Haliną Golanko i Wojciechem Echilczukiem – miłośnikiem Harleyów i wolności.

W połowie kręcenia filmu przyjechał jakiś minister i uprzedził twórców filmu, że ponieważ zmienili scenariusz, to film tak czy owak powędruje na półkę. (…). Biedny pan Henryk Kluba! Zmienił scenariusz pod naszym, harleyowców, wpływem, a cenzura komunistyczna pogroziła mu placem: nie wolno, niegrzeczny artysto! – wspominał Wojciech Echilczuk. Cenzura nie tylko pogroziła palcem ale złapała za nożyczki i wycięła to co się jej nie podobało, a następnie spaliła.

O co chodzi z tym Józkiem?

Co ciekawe 15 maja 1969 roku Komisja Oceny Scenariusza tekst „Skurczybyk, czyli 5 i ½ Bladego Józka” Wiesława Dymnego oceniła bardzo dobrze i wydała opinię: skierować do realizacji. Tuż przed przystąpieniem do zdjęć, pod koniec 1970 roku, reżyser Henryk Kluba i scenarzysta Wiesław Dymny poznali jednak grupę warszawskich fanów Harleya – Davidsona, którym przewodził Wojciech Echilczuk. Po tym spotkaniu nic nie było już takie samo, a szczególnie scenariusz.

Tytuł filmu to jednocześnie nazwa gangu motocyklowego, który nęka mieszkańców prowincjonalnego miasteczka Kamienica (które „gra” Płock). Zmęczeni wybrykami harleyowców, czy motorowców – jak ich nazywa kierowniczka domu kultury (Barbara Wrześniewska) – wysyłają list do redakcji młodzieżowego pisma warszawskiego z prośbą o pomoc. W sprawę angażuje się młody dziennikarz Tadeusz (Andrzej Malec), który w końcu osobiście odwiedza Kamienicę i niemal natychmiast wchodzi w konflikt z gangiem. Z opresji ratuje go Katarzyna (Anna Dziadyk-Dymna). Dziewczyna włada nie tylko wschodnimi sztukami walki, ale i sercem szefa motocyklowych bandziorów „Basiora” (Wojciech Echilczuk). Tadeusz postanawia więc zdobyć, przy pomocy rezolutnej Katarzyny, zaufanie harleyowców i rozpracować szajkę od środka.

Jeździć autobusami

Czy mógł w tamtej Polsce powstać film o buncie młodych, o harleyowcach przemierzających ulice socjalistycznej ojczyzny? Przewodnią siłą narodu było wówczas PZPR. Pierwszy sekretarz Władysław Gomułka, który stał jej czele, powtarzał: „Niech ludzie myślą o pracy, a nie o odpoczywaniu. A jeździć to mogą autobusami. ”

W grudniu 1970 roku, gdy ekipa Henryka Kluby i Wiesława Dymnego pracowała nad filmem w Płocku, ekipa Władysława Gomułki wydała rozkaz użycia broni palnej przeciwko demonstrującym na Wybrzeżu robotnikom. To nie był czas dla ludzi marzących o wolności, zwłaszcza dla tych, którzy o niej chcieli kręcić filmy.

W czasach PRL-u cenzura wstrzymywała scenariusze („Człowiek z marmuru”) lub ingerowała w ich treść. „Normą” były problemy reżyserów z już zrealizowanymi filmami, które zamiast do kin trafiały na półki, stając się tzw. „półkownikami. ” Tak było z filmami: „Ręce do góry” J. Skolimowskiego (13 lat na półce), „Słońce wschodzi raz na dzień” H. Kluby (5 lat na półce), „Przesłuchaniem” R. Bugajskiego (pokazany po 7 latach, już w wolnej Polsce) czy „Przypadkiem” K. Kieślowskiego (6 lat na półce). Czasami udało się uzyskać zgodę na pojedyncze pokazy w jednym lub w dwóch kinach („Wojna światów – następne stulecie” P. Szulkina), po czym znów odkładano je na półkę. Nigdy jednak nie dokonano czegoś takiego jak z filmem „5 i ½ Bladego Józka”.

Magazyn Filmowy ze stycznia 1971 roku

Bo wolność…

Twórczość młodych niestety, w wielu wypadkach nie ma nic wspólnego z autentycznym życiem naszej młodzieży w mieście i na wsi, z jej pracą i zainteresowaniami, jej kłopotami i marzeniami.” Tak ocenił Władysław Gomułka „Ósmy dzień tygodnia”. Podobnie zapewne myślano o filmie „5 i ½ Bladego Józka”, który wstrzymano przed udźwiękowieniem, a jedną trzecią taśm wyrzucono.

Cenzura kazała Klubie dokręcić coś innego. – Kolaudacji było chyba z dziesięć. I jak była dziesiąta, to Wiesiek wyjął nożyczki i powiedział: „Potnijcie sobie sami ten film”. I wyszedł. Z tego filmu nic nie zostało. Ścinki zostały popalone i potem nie było z czego zrobić na nowo materiału. Nie można było znaleźć kopii. – wspominał po latach Jerzy Cnota. – jaka to była rozpacz, dla Kluby szczególnie – bo jemu wtedy „Słońce wschodzi raz na dzień leżało na półkach (…)”

Cnota wspominał, że w filmie była sekwencja tak zwanej meliny (zlokalizowana w opustoszałej wówczas płockiej Bożnicy). „Był to happening w piwnicy, w którym młodzież z tego miasteczka mówiła o najważniejszych rzeczach, o miłości, wolności. I to właśnie cenzura wyrzuciła. Nagle nas wezwali, że nie ma udźwiękowienia. Trzeba dokręcić kilka scen. I sens filmu został zmieniony. Kluba się zgodził, bo nie miał wyjścia. Nikt nie przypuszczał, że za chwilę władza się zmieni. Wiesiu z Klubą pisali na nowo sceny. To była tragiczna sytuacja.

Dlatego ten film jest taki dziwny, ponieważ nie ma żadnego logicznego ciągu. Ponad połowa materiału została zniszczona. Podobno Andrzej Wajda mu mówił, żeby nie jechał do KC tylko dalej robił ten film, a on się przestraszył. No i pan Wajda miał rację, należało raczej pilnować filmu a nie układać się z ówczesnymi władzami. – wspominał reżyser Filip Zylber – pasierb Henryka Kluby.

Jednak czas spędzony w Płocku był dla całej ekipy czasem wolności, rozmów do późna, wymiany poglądów i marzeń. Tamtej zimy udało się również zorganizować w Płocku tajny pokaz filmu „Easy Rider” Denisa Hoppera. Późną nocą do kina „Przedwiośnie” przyszła nie tylko ekipa Kluby i Dymengo, przyjechali też goście z Polski, m. in. Jerzy Skolimowski i Janusz Morgenstern.

Ostatnia scena śmierci Billa i Wyatta aż prosi się o analogię. Kluba i inni wiedzieli już wtedy, że polscy redneckowie czyhają na ich film. Czy przeczuwali, że większość wartościowego materiału spłonie jak motocykl Kapitana Ameryki? Nie sądzę. Finalnie, okaleczony film wyświetlano tylko w kinach studyjnych, ale legenda, zwłaszcza w środowisku motocyklowym, rosła, m.in. dzięki pięknym wspomnieniom Wojciecha Echilczuka spisanych ze swadą w książce „Harley – mój kumpel.”

Potem w latach 2000 obraz przypomniała telewizja Kino Polska, a następnie Ale kino. W Płocku zobaczymy go po raz pierwszy, po 46 latach. Mimo, że w tym co został z tego filmu jest kilka ładnych scen, fantastycznie sfotografowany Płock i przebłysk geniuszu, to nie da się go obejrzeć bez komentarza wyjaśniającego z jakim materiałem mamy do czynienia. Dlatego na nasze spotkanie zaprosiliśmy dwójkę gości, osoby, które w filmie grały.

Halina Golanko

Lata 70. XX wieku w polskim kinie należały do Haliny Golanko. Piękna, odważna i utalentowana. Choć nie była zawodową aktorką kradła show zawsze, gdy pojawia się na ekranie. W 1973 roku otrzymała nagrodę aktorską na festiwalu I Międzynarodowe Spotkania Filmowe „Młodzież na ekranie” w Koszalinie za rolę w dobrym debiucie reżyserskim Janusza Zaorskiego „Uciec jak najbliżej”. Zanim trafiła do filmu była modelką. Być może dlatego nie bała się odważnych scen („Brylanty Pani Zuzy” i wspomniany „Uciec jak najbliżej”). Ale w jej przypadku niepowtarzalna uroda i ogromna odwaga szły w parze z talentem. Popularność zyskała dzięki „Kolumbom”, a później praktycznie nie znikała z ekranów. Wystąpiła w „07 zgłoś się”, w „Najdłuższej wojnie nowoczesnej Europy” oraz „Komendiantce” i „Poślizgu”.

Pod koniec lat 90. XX wieku znów pojawiła się na ekranie, m.in. w serialu „Tylko miłość”, „Klubie szalonych dziewic” oraz w filmach „Persona non grata” K. Zanussiego (2005) i „Mieście z morza” (2009) w reżyserii swojego męża, zmarłego przed rokiem, Andrzeja Kotkowskiego. Pod koniec 2015 pojawiła się w „Klanie.”

na zdj. Halina Golanko | fot. EastNews

W filmie „5 i ½ Bladego Józka” zagrała swoją imienniczkę, sympatyczną, niezależną dziewczynę, która pracuje w recepcji hotelu. Mając dość „grzecznego” życia zaczyna sympatyzować z gangiem i romansować z jednym z motorowców.

Wojciech Echilczuk

To kolejny gość Kina za Rogiem w Płocku, człowiek legenda. Jego nazwisko zna w Polsce każdy, kto kocha motocykle, nie tylko Harleye. To on zainicjowała stworzenie pierwszego po wojnie klubu harleyowego w Polsce, organizował pierwsze zloty H-D, a dwadzieścia lat później, po zmianach politycznych, został pierwszym dealerem motocykli Harley Davidson w Europie Środkowo-Wschodniej.

W Płocku opowie jak Harley Davidson zmienił jego duszę, a on zmienił duszę dwóch filmowców Kluby i Dymnego, o tym jak się jeździ motorem w temperaturze minus 21 stopni Celsjusza i dlaczego była to jedna z najwspanialszych przygód jego życia.

5 i 1/2 Bladego Józka, reż. H. Kluba, 1971, fot. Jan Górski, licencja SF KADR | na zdjęciu Anna Dziadyk-Dymna i Wojciech Echilczuk Wojciech

Spotkanie rozpocznie się 18 listopada (sobota) o godz. 17 w Kinie za Rogiem w Płocku. Obok rozmowy z naszymi gośćmi i wspólnego oglądania filmu, pokażemy również wywiad z Henrykiem Klubą i Anną Dymną z 2004 roku, zrealizowany dla kanał Kino Polska. Będzie też niespodzianka przed wejściem do Kina zorganizowana przez PTM Sokół z Płocka.

Radosław Łabarzewski

korzystałem z książek „Dymny. Życie z diabłami i aniołami” (SIW ZNAK, Warszawa 2014) oraz „Harley mój kumpel” Tomasza Szczerbickiego i Wojciecha Echilczuka (Wydawnictwo Wojciech Echilczuk, Warszawa 2009) oraz z filmu „Mistrz filmowej ballady” Katarzyny Tomickiej (Kino Polska 2006)

0

Start typing and press Enter to search